Wspomnienie ubiegłego lata

Tak jakoś wzięło mnie na wspominki. W zeszłym roku o tej porze byłam w Zakopanem. W Tatrach nie byłam pierwszy raz, ale chyba nigdy tak aktywnie nie spędziłam tam czasu. Bywało ciężko, ale widoki wynagradzały cały wysiłek.  Zresztą sami zobaczcie. Jeśli wybieracie się i macie jakieś wątpliwości … zachęcam. Warto!!!

0W pierwszy dzień, na rozgrzewkę, wybraliśmy się na Giewont.  Nawet nam się udało i dość szybko dostaliśmy się na szczyt.  Dwa dni później siedząc na Małołączniaku (jeden ze szczytów Czerwonych Wierchów) nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam, dawno nie widziałam takich tłumów. Kolejka prawie jak do mięsnego za czasów PRL. Potem przeczytaliśmy, że trzeba było stać 2 -3 godziny, żeby dostać się do krzyża.

123Następnego dnia wybraliśmy się do Doliny Kościeliskiej i znajdujących się tam jaskiń … do Jaskini Mroźnej, Smoczej Jamy, Jaskini Raptawickiej i Jaskini Mylnej. Tej ostatniej nie przeszliśmy, nie była oświetlona, przejścia były bardzo wąskie i niskie … i chyba trochę spanikowaliśmy.

284Z  Doliny Kościeliskiej też rozpoczęliśmy naszą wędrówkę na Czerwone Wierchy.

5Moi towarzysze wędrówek :-) Był upalny dzień i nagle zrobiło się naprawdę chłodno. Dobrze mieć w plecaku cieplejsze rzeczy.

34Tu widok na Giewont i Kondracką Przełęcz.

6Po jednym dniu przerwy i zregenerowaniu sił wybraliśmy się do Doliny Pięciu Stawów. Ruszyliśmy z Palenicy Białczańskiej … słynną asfaltówką. Dobijała mnie ta droga, mnóstwo ludzi i dochodzące do uszu „klap-klap” … czy wygodnie tak w „japonkach”?! Tyle kilometrów. No dobrze … do Morskiego Oka do przyjęcia, ale dalej?! Schodzenie musi bardzo boleć, jak pasek wrzyna się między palcami. Tuż za Wodogrzmotami Mickiewicza skręciliśmy i nasz szlak dalej prowadził przez las.

789101112Chyba najpiękniejsze miejsce na ziemi. Dalej udaliśmy się w kierunku na Zawrat.

3313Od Doliny Pięciu Stawów podejście nie jest strome, a dookoła roztacza się piękna panorama … w oddali widać Rysy. Kawka w takim miejscu smakuje wyśmienicie, nawet jak jest już chłodna.

2930 — kopia (2)32Dalej schodziliśmy do Doliny Gąsienicowej. Tu zejście było strome, zabezpieczone łańcuchami … adrenalinka była. Wtedy jeszcze mieliśmy w planach zdobyć Orlą Perć i zastanawiałam się … czy ja się tam nadaję?! Skupiona na zejściu nie rozglądałam się, kiedy jednak podniosłam wzrok zobaczyłam … Czarny Staw Gąsienicowy.

1516Prawdziwym wyzwaniem była wyprawa na Rysy. O 5 rano wyruszyliśmy z Palenicy Białczańskiej w kierunku Morskiego Oka. Jak nie ma tam tylu turystów można natknąć się … na jelenia …

17… widok był obłędny. Siedział tak sobie w trawie i patrzył na nas. Po około dwóch godzinach dotarliśmy do Morskiego Oka, tam szybka kawka i dalej ruszyliśmy w stronę Czarnego Stawu pod Rysami …

1819… a potem na Rysy.

20Jeden z odpoczynków z widokiem na Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko ze schroniskiem.
Na Rysy niestety nie weszłam, do dzisiaj czuję żal. Pogoda i widoczność była idealna. Zrezygnowałam przed samym szczytem, 15 minut i cel byłby osiągnięty. Jednak nie czułam się na siłach i głos rozsądku kazał mi zawrócić. Robiło się coraz tłoczniej, półki skalne były bardzo wąskie i mijanie się ze schodzącymi turystami było dość stresujące. Nie chciałam też zostać bohaterką w wieczornych wiadomościach :-) Schodząc, jeszcze przeszło mi przez myśl, żeby może zawrócić. Ale nie … innym razem, obiecałam sobie, że jeszcze kiedyś tam wrócę.  Ale wtedy chyba z noclegiem w schronisku, wyprawa nie będzie taka męcząca. Kiedy zeszliśmy do Morskiego Oka … zacienione, poranne jezioro zmieniło się w lazur. Dla takich widoków warto się zmęczyć.

2221Wybierając się na Świnicę, wjechaliśmy na Kasprowy Wierch kolejką.

23Tego dnia pogoda nam nie dopisała, była gęsta mgła. Chociaż wędrowanie w takich warunkach też miało swój urok.

2426Często wracam do tych zdjęć, poprawiają mi nastrój. Oczywiście nie oddają one tej wysokości i przestrzeni … tam trzeba być, wspomnienia niesamowite.

31W tym roku w planach Bieszczady … ale dopiero we wrześniu. Czy też będzie tak pięknie?!

Krzesło na biegunach…

… moje spełnione marzenie. W dzieciństwie jeździłam do cioci, która miała fotel bujany i pamiętam walkę o miejsce na nim. Od zawsze było to moje ciche marzenie, posiadać swój własny … i na wyłączność. I oto jest …

1B Jak podekscytowana opowiadałam o swoim zakupie, to zaraz słyszałam pytanie „a gdzie Ty go postawisz???”. Na taki fotel musiałam (chciałam!) znaleźć miejsce.

2B3BBardzo długo szukałam odpowiedniego. Ogłoszeń jest bardzo dużo, ale takie perełki to rzadkość. Większość oferowanych foteli wymagała gruntownej renowacji i chociaż dla mnie to nie problem, cieszę się, że mój wystarczy tylko odrobinkę odświeżyć. Ale to może kiedyś …

4B5BCena też odegrała istotne znaczenie, to była mega okazja. Zauważyłam, że fotele bujane to dość chodliwy towar i pojawiające się ogłoszenia zaraz znikały. Pozostawały te, których cena zwalała z nóg. Biorąc udział w licytacji nie ekscytowałam się specjalnie, wydawało mi się, że wygranie graniczy z cudem. Jednak czekałam niecierpliwie do końca i odliczałam dni, a tydzień ten dłużył się w nieskończoność.

6BTeraz stoi w moim mieszkaniu, a ja nie mogę uwierzyć w swoje szczęście. Buzia uśmiecha mi się od ucha do ucha. Teraz, kiedy pogoda jesienna (gdzie to lato???), nic tylko ubrać ciepłe skarpety, zaparzyć dobrą herbatkę i zasiąść wygodnie w fotelu.

7BA może podusia w kratkę?! Każda fajnie wygląda. Życzę udanego weekendu … a ja będę się bujała:-)

Pikowany kosz

Udało się … skończyłam szyć pikowany kosz na drobiazgi. Zainspirowana ikeowskim koszem Skubbare, podjęłam wyzwanie … poza tym obiecałam komuś, że spróbuję.

0yDo uszycia wykorzystałam stare zasłony z bawełnianej tkaniny o grubym splocie. Potrzebna mi była tylko gruba nić, ocieplina oraz do usztywnienia i nadania kształtu fizolina. Potem dopiero odkryłam, że fizolina bardzo ułatwi mi pikowanie.

1yPoszczególne warstwy ułożyłam w kolejności – materiał, fizolina, ocieplina, materiał – i przyszpilkowałam do siebie, żeby podczas szycia nie przesuwały się. Dla ułatwienia w równych odstępach odrysowałam ołówkiem linie ściegu. Nić była gruba, więc ładnie wszystko przykryła.

2yI dopiero zaczęła się zabawa … pikowanie, nigdy wcześniej tego nie robiłam. Hmm … może raz, jak szyłam pokrowiec na pufę, ale to było tylko kilka ściegów w dużych odległościach. Nie przyznam się, ile tym razem prułam już przeszyte kawałki. Z góry wszystko ładnie wyglądało, a pod spodem tragedia, materiał się zwijał i marszczył. Potem wpadłam na pomysł, żeby przyprasować wewnętrzną stronę materiału do fizoliny, która pokryta jest klejem.

3yW ten sposób przepikowałam kawałki materiału, z których miał powstać kosz.

4y5yPrzycięte kawałki zszyłam ze sobą i kosz zaczął nabierać kształtów.

6y7yZ tego samego materiału wycięłam wąskie paski, które potem zaprasowałam i w ten sposób powstały lamówki do wykończenia kosza.

8yTak przygotowane lamówki przyfastrygowałam …

10y… potem przeszyłam na maszynie.

11yKosz jest praktyczny, dwustronny, można go prać (chyba się nie rozleci?!), dostosowywać wysokość kosza do swoich potrzeb, zaginając krawędź.

12y14y13yMożna w nim przechowywać mniejsze lub większe drobiazgi, czasopisma, koce, ubrania, zabawki.

16yU mnie tylko na chwilę … teraz trafił w dobre ręce.

Ogórki małosolne

Zajadam się nimi bez opamiętania. Czosnkowe, schłodzone, chrupiące … uwielbiam.

1Przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Ogórki, czosnek, pęk kopru, sól … opcjonalnie liść lub korzeń chrzanu. No i odrobina czarnuszki, która zachowuje jędrność ogórków i sprawia, że są chrupiące.

2Do słoika wsadzam 2-3 ząbki czosnku, koper, ogórki, ziarenka czarnuszki i zalewam gorącą osoloną wodą ( na litr wody – 1 czubata łyżka soli).

3a4aTak przygotowane słoiki zakręcam … i czekam :-) Ogórki można już chrupać tego samego dnia, ja wolę je na następny dzień. Smacznego.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...